Marzenia… lekko tlące się światełka nadziei, skutecznie dławione przez szarą zasłonę codziennej monotonii. Niemniej, nawet ledwie odczuwalny żar tęsknoty za czymś co wydaje się nieosiągalne, potrafi zapłonąć jaskrawym blaskiem. Jedna decyzja czy zabłąkana myśl może okazać się preludium czegoś wielkiego, katalizatorem zmian, początkiem drogi do spełnienia marzeń. Długiej, choć mam nadzieję pięknej drogi, która właśnie ma swój początek.

A wszystko zaczęło się jak zwykle, właściwie przez przypadek. W okolicach malowniczej rzeki Kumiałki, gdzie wszechobecny spokój, harmonia i zapierające dech w piersiach widoki pozwalają zapomnieć o wszelkich problemach. Tak blisko, a jednocześnie tak daleko od codziennego zgiełku. Na przekór wszystkiemu, narodziła się miłość od pierwszego wejrzenia. Nagła, bezkrytyczna i odrobinę szalona. Oparta jedynie na umiłowaniu natury oraz wspaniałej, a może nawet utopijnej wizji. Uczucie, które odwróciło życie dwojga ludzi o 180 stopni. Była to miłość do niszczejącego, nadżartego przez czas i samotność gospodarstwa. Miejsca, które wydawało się opuszczone, a jednak wciąż pełne zaklętych w murach wspomnień. Posiadającego duszę. Uwalniającego spętane pragnienia…

Pierwszym etapem miłości jest zazwyczaj pożądanie. Silne pragnienie, które niespodziewanie rozbudza wciąż nieco stępione emocje. Rozgrzewa wlewając w serce przyjemny acz niebezpieczny żar. Zaślepia…

Następnie przychodzi czas fascynacji. Ekstazy zauroczenia. Natłok myśli, uniesień, ale także obaw tworzy labirynt emocji, na którego końcu cierpliwie czeka kluczowy etap, którym jest decyzja o zaangażowaniu lub rezygnacji. Często trudna i podejmowana gwałtownie. Zawsze odpowiedzialna i rzutująca na przyszłość. Nigdy możliwa do pełnego przeanalizowania, jednak będąca jedyną drogą do spełnienia marzeń, a wiec warta niemal każdego ryzyka.

Nie inaczej było tym razem. Przypadkowy spacer przerodził się w nagłą fascynację. Wzbudził uśpione pożądanie, nadając każdej z chwil żywsze barwy. Jednak czy rozsądnym jest ulegać chwilowym zauroczeniom podkopując tym samym fundament budowanej przez lata kompozycji własnej codzienności? Bezpieczna przystań czy wzburzone morze, na horyzoncie którego zdaje się krystalizować nieostry obraz dziewiczego lądu? Przeprawa może okazać się długotrwała, a kto wie co faktycznie czeka za horyzontem…

Najtrudniejsza decyzja została już podjęta.  Wyruszamy w podróż! Jednak to dopiero początek, a dalszą część napiszecie już sami drodzy rodzice. Bo przecież historia „Miechówki” to teraz wasza historia, a jak wszystkie piękne opowiadania, to również zasługuje na szczęśliwe zakończenie.